3 lata i jeden miesiąc bez JW

Z książki JW Daleka, cicha ciemność

 

WYZNANIE OBŁĄKANEGO

 „W pochodni… Rogu wzywam… Jak księżyc… Każdej nocy będziesz…”

Prince Mar Hellfrost

Znów zapadłem w sen. Wizje nadchodzą wraz z białymi cieniami… Jestem w szkarłatnej komnacie. Wszędzie tylko doskonała czerwień. Nic nie widzę spoza zasłon otaczających salę. Nagle wokół siebie ujrzałem setki głów. Nie mogłem ich rozpoznać. Zaczęły mnie otaczać… Krąg stawał się coraz węższy. Poczułem, jak tracę przytomność.

Gdy otworzyłem oczy, znajdowałem się w innej sali. Sali, gdzie czerń była wręcz namacalna. Nie widziałem ścian. Blade światło padało na stojące przede mną wielkie lustro. Jednak nie dostrzegałem w nim siebie, lecz czarną dłoń, wyłaniającą się z głębi. Pochwyciła mnie i zaczęła wciągać w głąb lustrzanej otchłani. Po drugiej stronie była sala, wewnątrz której rozbrzmiewały melodie. Nie, to niemożliwe! Takie dźwięki nie mogą istnieć! Słuchając ich widziałem Oblicze Lęku… Zacząłem krążyć po sali, by odnaleźć źródło tej straszliwej symfonii. Bez skutku. Opętane melodie jak gdyby unosiły się w powietrzu, były czymś fundamentalnym, czego nie można odnaleźć… Upadłem i pozwoliłem ponieść się szaleńczemu wirowi, w który wpadłem pod wpływem dzikich, chorobliwych dźwięków.. Jak wicher pędziłem przez miejsca, których istnienia nie domyślałbym się w najgorszych koszmarach. Widziałem las, w którym zamiast drzew, były kamienne istoty wyciągające ku mnie swe ramiona — gałęzie. Za lasem znajdowała się pustynia pełna cieni. Czarne, potworne kształty płynące za mną, usiłujące mnie doścignąć. Gdy przebyłem pustynię, znalazłem się nad brzegiem ognistego morza. Płomienie sięgały wyżej, niż mój wzrok, mógłbym rzec, iż sięgały nieba, lecz żadnego nieba nie było. Była przestrzeń, z której wyłaniały się płomienie. Przestrzeń, nie mająca początku ani końca. Moje ciało płynęło przez ogniste fale. Nie wiem, jak długo to trwało. W pewnej chwili poczułem, że zatrzymuję się w samym środku morza. W którą stronę spojrzałem, wszędzie widziałem płomienie i… postać podążającą w moją stronę. Nieznana mi ludzka sylwetka zbliżyła się do mnie i rzekła: „Twa droga prowadzi do kosmicznego Chaosu, skąd drogi powrotnej nie znajdziesz”. Po tych słowach rozpłynęła się w płomieniach. Znów płynąłem przez bezgraniczne morze ognia. Kiedy moja droga przez morze dobiegła końca, otoczył mnie mrok. Gdy przyzwyczaiłem się do wszechobecnych ciemności, spostrzegłem w mroku różne, obracające się kształty. Zrozumiałem wtedy, że oto dotarłem do źródeł Chaosu. Pierwotnego Chaosu, który od zawsze trwał i zawsze będzie trwał, a ja stanę się jego częścią. Melodie umilkły, otoczyła mnie cisza, z jaką nigdy dotąd się nie zetknąłem. Dryfowałem wśród tej ciszy. Wiedziałem, że bez celu.

Reklamy

31 miesięcy

Dziś nasz ukochany wiersz Bolesława Leśmiana. Poety, który nie zasłużył, by patronować rokowi 2017. Nic to. Dla nas zasłużył na wiele więcej. Kochaliśmy go razem i osobno.

Bolesław Leśmian

Odjazd

Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
Podkute szafirowym dookoła sińcem.
Był klomb i rój motyli i błękit przeźroczy,
I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
A gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
I czemu – przypomniałem te oczy, przyziemnie
Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
Tym wszystkim, czym się można wpatrzeć w świat i dalej.
Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
I czemu z szafirową zawczasu żałobą
Patrzyły w ten mój odjazd poprzez zieleń rdzawą
Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
I dlaczego te oczy były coraz łzawsze?
Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
I zostawiać samopas kędyś – na uboczu?
Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
Podkutych dookoła szafirowym sińcem?

A do tego taka interpretacja:

 

Oświadczenie

Oświadczam niniejszym, co następuje:

  1. Mój blog „A tribute to Balrog” jest wyłącznie moją własnością i jako taki podlega ochronie praw autorskich. Zawiera klauzulę: @Proszę przestrzegać praw autorskich.
  2. Blog ten poświęcony jest tylko i wyłącznie pamięci mojego Syna z mojego – i tylko mojego – punktu widzenia.
  3. Nie jest w żaden sposób związany z blogiem „Fakty i nadzieje”ani z osobą jego właścicielki.
  4. Na powyższym blogu ukazało się zdjęcie mojego Syna pochodzące z mojego bloga. Stało się to bez mojej wiedzy, co jednoznacznie naruszyło moje prawa autorskie, jak również prawa Autora zdjęcia. Chodzi o to zdjęcie:
  5. KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

    KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

  6. Zdjęcie przedstawia mojego Syna podczas koncertu na festiwalu Timple of Silence. W żaden sposób nie wiąże się z treściami zawartymi w blogu „Fakty i nadzieje”.
  7. Domagam się usunięcia tego zdjęcia z bloga „Fakty i nadzieje”. Sugeruję właścicielce tego bloga posługiwanie się zdjęciami z własnych zasobów.
  8. Domagam się od właścicielki bloga „Fakty i nadzieje” pozostawienia w spokoju mojego Syna chociaż po Jego śmierci i niewykorzystywania  Go w rozwiązywaniu swoich spraw zawodowych. Wystarczy tego, co miało miejsce za Jego życia.
  9. Oświadczam po raz wtóry, iż moje miłosierdzie ma swoje granice.

 

Z okazji imienin

Dziś imieniny JW. Z tej okazji opowiem historię.

Otóż zespół Dom Snów popełnił swego czasu utwór. W związku z tym utworem mieliśmy wiele radości i zabawy. Pewnego dnia JW udał się z wizytą do kolegów w innym mieście. Była to zwyczajowa wizyta, odbywała się systematycznie co jakiś czas. W porządku wizyty znajdowała się między innymi pogawędka w miejscowej knajpie przy kuflu wiadomo czego. W pobliżu knajpy był park.

Noc była piękna, ciepła, lipcowa. Opuściwszy knajpę, znaleźli się w parku. Kumple zażyczyli sobie śpiewu JW. Ochoczo wstąpił na ławkę i swym pięknym głosem odśpiewał utwór Domu Snów. Zakończył i w całym parku rozległy się oklaski i wołania o bis, czego nie trzeba było JW powtarzać. Nie byli w parku sami, jak myśleli.

Oto ten utwór:

Powstał nawet komiks ilustrujący ten utwór, ale na razie nie udało mi się go odnaleźć.

Wiele Ci zawdzięczam, JW

Dwa lata bez JW. Wciąż stoję na baczność. Wciąż się dziwię, kiedy wracam z pracy, że nie siedzi w TYM fotelu. Przecież powinien siedzieć.  Ktoś mi dziś powiedział, że wydaje mu się, jakby przebywał w innej rzeczywistości. Tak. Mnie też tak się wydaje.

Wbrew temu, co mogą myśleć niektóre osoby spośród naszych wspólnych znajomych, twierdzę, że dużo zawdzięczam JW. Nazwę to mądrze rozwojem osobistym. W szerokim znaczeniu i zakresie. Prywatnie, duchowo, zawodowo. Nie byłoby mnie takiej, jaka jestem teraz, gdyby nie mój Syn. Określenie „muzyka, na której zostałam wychowana”  (przez JW) brzmi może dość zabawnie, ale jest prawdziwe. Poznałam muzykę, o jakiej nie miałam bladego pojęcia. Wiele kawałków uznałam za „swoje”. Słuchaliśmy ich razem i osobno, razem się śmialiśmy i płakali czasem. Dużo rozmawialiśmy. Poznałam wielu młodych ludzi, zostałam przez nich zaakceptowana, uznana za „swoją”, w porywach nawet za filar i opokę, taką Tiamatkę po prostu. Utrzymują wciąż ze mną kontakt i nie przestałam dla nich być Tiamatką, za co jestem im prawdziwie wdzięczna. Dzięki JW i tym młodym ludziom niezbyt czułam upływ czasu. Uczestniczyłam w ich rozmowach, problemach, fascynacjach, poznawałam ich literaturę i filmy, nie raz byłam na koncertach z Nim, z nimi.  Zawodowo sama siebie nie rozpoznaję. Widzę ogromną różnicę w swoich kontaktach z dziećmi, sposobie bycia, rozumieniu ich (przynajmniej podejmowania prób tego rozumienia) z początków „kariery” nauczycielskiej a teraz. Ktoś powie, lata doświadczeń robią swoje. Na pewno. Ale jest i coś więcej. I to „coś” zawdzięczam własnemu Dziecku.  Kiedy zaczynałam chwilami wpadać w mentorski ton, JW przywoływał mnie do porządku: „Tiamatka, zaczynać gadać jak … ” (tu padało określenie osoby zawsze mentorskiej). Najczęściej udawało mi się opamiętać. Nauczyłam się widzieć w młodych osobach ludzi. Nie dzieci, nie młodzież. Człowieka. Nauczyłam się to uznać i szanować. Nie istnieje nikt, kto mógłby mnie pozbawić świadomości tego wszystkiego, co zawdzięczam JW.

Były trudy i znoje. Były nieporozumienia i konflikty. Chyba nie może być inaczej. Ale tracą na znaczeniu wobec tego wszystkiego, czego się nauczyłam dzięki Niemu. I tak niech zostanie.

Tiamatka

 

23 miesiące

Dziś, kiedy mijają 23 miesiące, odkąd JW z nami nie ma, mam dla zainteresowanych wiadomość: książka jest w druku.
Mam też drugą wiadomość. Profil JW na fb uzyskał status „In memoriam”. Nic tam prawie nie ma, bo nie dbał o to, ale dopóki to możliwe, niech tak będzie. Można tam publikować wspomnienia z Nim związane, ciekawe historie, muzykę, którą lubił i tworzył, itp. itd.ciemność okładka

Dziś też znalazłam informację, która zainteresowałaby bardzo JW. Podaję link:

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,114871,19732149.html?i=9